(Około) Wyborczo

1.
Zbroimy się. Mało kto otwarcie oponuje, bo wróg stoi u bram, trzeba przygotować się na najgorsze, a jako wieczna ofiara mamy doświadczenie w byciu nieprzygotowanym i tym razem, wyjątkowo, chcemy być gotowi na godzinę W. 
Kupujemy czołgi, HIMARSy, repolonizujemy huty na potrzeby przemysłu zbrojeniowego, wewnątrzunijnie odtwarzamy zdolności produkcyjne zbrojeniówki, i nawet kibicujemy Niemcom w zapowiedziach chęci odbudowy najsilniejszej armii na kontynencie.


Analitycy piszą kolejne prognozy o nieuchronności wojny, różnią się tylko przewidywanym terminem jej wybuchu. Putin zaatakuje w ciągu następnych dziesięciu lat. Pięciu. Atak na republiki bałtyckie jest możliwy w ciągu dwóch lat. Wojna już trwa, bo jak inaczej traktować akty terroru zlecone i finansowane przez Kreml? 

Mamy już w głowach tę wojnę, z jasno zarysowanymi stronami, my i oni, Europa, silna i zjednoczona przeciwko falom orków ze wschodu, źle wyposażonych, pijanych, opętanych propagandą. Będziemy walczyć, będziemy pracować na rzecz dzielnych żołnierzy, będziemy wolontariuszkami w szpitalach, oddamy krew, zatrudnimy się przy produkcji śmigieł do dronów. Nie ma żadnych wątpliwości, że tak będzie trzeba, po Buczy, po kampanii terroru w Chersoniu, nazwanej ludzkim safari, po tych wszystkich zbrodniach ruskiej armii trzeba dać jej odpór, bo porażka oznacza potworne konsekwencje. 

Z ostatnim zdaniem oczywiście się zgadzam. Rosja jest krajem bandyckim, jej społeczeństwo jest przeżarte do cna propagandą i wizja moskiewskiej okupacji mojego kraju - jest przerażająca. 

Ale jednego pytania nie mogę wyrzucić z głowy.

Co jeśli do ataku nigdy nie dojdzie?

2.
Pierwsza odpowiedź - fantastycznie, zbrojenia odniosły skutek, si vis pacem, para bellum. Tutaj zwykle się w rozważaniach zatrzymujemy, dozbroiliśmy się, zatrzymaliśmy syberyjskie hordy, możemy żyć jak dawniej. 

Czy aby na pewno?

Tego samego dnia, gdy głosowaliśmy w Polsce w pierwszej turze wyborów prezydenckich, w Rumunii głosowano w drugiej. Nicusor Dan wygrał z George Simionem, Trzaskowski wygrał z Nawrockim. Wynik, choć istotny, nie jest dla naszego wywodu najważniejszy. Ważne są Węgry. 
Rosnąca w siłę sponsorowana przez Kreml faszystowska międzynarodówka wspiera się wzajemnie i razem próbuje zniszczyć Unię Europejską, zatrzymać wsparcie dla Ukrainy i rozmontować demokratyczny porządek, i w ramach tych działań popiera się także w wyborach, oczywiście. Simion był w Polsce na spotkaniu z Nawrockim, Orban wsparł słowackich sojuszników (Fico w parlamentarnych w 2023, a Pellegriniego w prezydenckich w 2024). 

Z koncepcją skrajnie prawicowej międzynarodówki jest jednak jeden, podstawowy problem - Europa jest na nią za mała. 

3.
Ważnym elementem budowy poparcia dla faszystów jest kultywowanie poczucia krzywdy, sięganie w przeszłość po wizję Wielkiego Narodu, często zdradzonego, oszukanego przez podstępnego wroga. Wzbudzając takie uczucia należy następnie zaoferować ich ukojenie poprzez powrót do stanu wielkości, całkiem dosłownej najczęściej, czyli poprzez korektę granic. Właśnie to robią Węgry Orbana od dawna grając na micie zdrady w Trianon, budują  wizję powrotu do Macierzy terenów odebranych Królestwu Węgier w 1920 roku. Przykładów oczywiście jest znacznie więcej, poczucie krzywdy jako paliwo dla wzrostu nastrojów antydemokratycznych to jest zjawisko dobrze opisane. 

Widzicie już ten problem, o którym wspominałem wcześniej? Węgry, przywołując traktat z Trianon i go kwestionując, kwestionują jednocześnie w praktyce suwerenność państwową Czech i Słowacji oraz wysuwają roszczenia terytorialne wobec Rumunii, Jugosławii, Austrii i nawet - jak właśnie sprawdziłem - Polski.

Setna rocznica Trianon zbiega się z dekadą rządów Viktora Orbána. Warto wspomnieć, że jedną z pierwszych decyzji podjętych przez wybrany wiosną 2010 r. parlament było uchwalenie ustawy o podwójnym obywatelstwie (26 maja 2010). Narracja wokół ustawy była pełna symbolicznych odniesień. Wskazywała na przywrócenie godności Węgrom poza granicami kraju, a nowe regulacje dotyczące obywatelstw miały stanowić realizację powinności państwa węgierskiego. Moment publikacji nowej ustawy także nie był przypadkowy: 20 sierpnia – Dzień Świętego Stefana – to narodowe święto Węgier, podczas którego celebruje się utworzenie państwa węgierskiego. Nowe prawo zaczęło jednak obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2011 r. W wyniku ustawowej naturalizacji szacowana liczba »nowo-Węgrów« przekroczyła dotychczas jeden milion. Diaspora otrzymała także prawa wyborcze (…). 


...roszczenia terytorialne wobec Rumunii.

…wobec Rumunii.

4.
Orban poparł w pierwszej chwili Simiona, oczywiście, jednak spotkała go przykra niespodzianka, gdy Béla Markó, były przewodniczący Demokratycznego Związku Węgrów w Rumunii i wciąż wpływowa postać wśród grupy, której dano w 2010 możliwość głosowania w węgierskich wyborach, ostro skrytykował gest premiera Węgier. A owa mniejszość, zwykle w rumuńskich wyborach mniej zdyscyplinowana, tym razem dość jednoznacznie wsparła konkrkandydata - Nicusora Dana. Sam Orban dość szybko z wsparcia się wycofał, czemu trudno się dziwić, bo sam ma coraz większe kłopoty i każdy głos jest na wagę złota wobec rosnącego poparcia dla TISZY Petera Magyara, ale mleko się rozlało.

Simion zaś przegrał tak niewielką różnicą głosów, że nie jest zupełnie bezpodstawne twierdzenie, że to Orban, mobilizując węgierską mniejszość zatopił jego kandydaturę.

Dlaczego jednak Béla Markó poczuł się na tyle urażony wsparciem dla Simiona, by mniejszość węgierską w Rumunii podburzyć do głosowania na przekór jasnej deklaracji Orbana? Kim jest George Simion?

5.
Simion-polityk rozpoczął karierę na ruchu zjednoczenia Rumunii i Mołdawii, co przyniosło mu niewielką rozpoznawalność oraz liczne zakazy wjazdu na teren Mołdawii. W 2019 wystartował jako niezależny kandydat do parlamentu europejskiego, gdzie zdobył nieco ponad 1% poparcia. 
W 2020 założył Sojusz na Rzecz Jedności Rumunów, ugrupowania które samo opisuje swoje cele jako “zjednoczenie wszystkich rumuńskich sił dla służenia interesom narodu rumuńskiego” z doktryną bazującą na “rodzinie, ojczyźnie, wierze i wolności”. 
Domaga się od Ukrainy spłaty “długu” za rumuńską pomoc i postuluje natychmiastowe jej zakończenie.
Inny przywódca Sojuszu - Claudiu Tarziu - oprócz organizowania rumuńskich marszy dla życia i opisywania jak to ideologia gender to noemarksistowska aberracja, w 2024 wprost wezwał do aneksji Besarabii, historycznej krainy, obecnie leżącej w Mołdawii i Ukrainie. 

Jeśli dodam jeszcze, że są antyszczepionkowcami i walczą z plandemią COVID to będziecie już chyba w stanie zbudować sobie obraz ugrupowania, liderem którego jest Simion oraz zrozumieć obawy mniejszości narodowych żyjących na terenie Rumunii. 

Oto zaczynają się pojawiać pierwsze pęknięcia na sojuszu faszystów. Wielkie Węgry nie mieszczą się na tej samej mapie obok Wielkiej Rumunii, która zgłasza sama pretensje do Ukrainy i Mołdawii. Pęknięcia nieudolnie łatane na właśnie zakończonej konferencji CPAC, na której Simion nawoływał do głosowania na Nawrockiego strasząc wizją domina, które - w razie jego porażki - może też zmieść Orbana. Tego samego Orbana, który rakiem się z poparcia dla Simiona wycofał.

Mały przerywnik: nie widziałem żadnej żywiołowej reakcji polskich “sił patriotycznych” na rewizjonistyczne wypowiedzi polityków blisko zaprzyjaźnionej z Konfederacją AfD. Nazywanie Niemiec Wschodnich Niemcami Środkowymi to nie jest tylko niewinna gra słów przecież. 

Popatrzmy teraz w kontekście powyższych faktów na rosyjskie wrzutki - oferty rozbioru Ukrainy, które pojawiły się już w 2008. Mówił o tym Radosław Sikorski, o podobnej ofercie rzekomo złożonej Tuskowi w czasie jego wizyty w Moskwie w lutym 2008 właśnie. 

Kolejny przerywnik - Tusk premierem w 2008. Tusk premierem w 2025.


6.
Kuszenie Polski, Węgier i Rumunii to podawanie lokalnym ruchom antydemokratycznym paliwa do działania, zdobyczy, które będą mogli zaoferować Narodowi. Zdobyczy o tyle łatwej, że niekontestowanej, bo skoro Ukraina ma przestać istnieć, a cztery dzielące ją państwa dojdą do porozumienia, to problem zbyt małej Europy znika, prawda. Nie ma konfliktu interesów, Ukraina to i tak sztuczne państwo. 

Nastroje rewizjonistyczne są często cynicznie wykorzystywane przez polityków nie mających żadnego interesu w realnym działaniu zmierzającym w kierunku ich zaspokojenia. Diabeł tkwi jednak tym razem nie w szczegółach, a w fakcie, że procesy społeczne mają swoją dynamikę i czasami możemy jednak dostać, czego głośno sobie życzyliśmy. Patrz referendum Brexitowe, którego przecież torysi tak naprawdę nie chcieli, a już na pewno nie chcieli wychodzić z UE. Chcieli być jedynie sprytni. 

Podobnie Orban, który jest osobą bez wątpienia na tyle inteligentną, że wie, że współczesne Węgry są państwem o niewielkim znaczeniu i niewielkim potencjale, i ogromną część swojej siły na arenie międzynarodowej czerpie z blokowania działań unijnych, zgodnie z rosyjskim i chińskim interesem. Taka pozycja, z której można czerpać pewne zyski, nie stawia w żadnym razie w pozycji mocarstwowej i żądania terytorialne wysuwane wobec silniejszych sąsiadów są bez wątpienia jedynie podburzaniem tłuszczy i dawaniem jej igrzysk w czasie gdy się rozkrada chleb. 

Do czasu jednak. 

7.
9 maja Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ogłosiła, że zatrzymała dwóch mieszkańców Zakarpacia zwerbowanych przez węgierski wywiad w celu zbierania informacji o ruchach wojsk oraz o nastrojach społecznych i nastawieniu wobec ewentualnej węgierskiej misji wojskowej - czyli mówiąc wprost węgierskiej próbie aneksji tego terytorium.

Budapeszt oczywiście dwa dni później “zatrzymał dwóch szpiegów Ukrainy” działających na terenie Węgier, obie strony zastosowały zwyczajowe retorsje dyplomatyczne.

I teraz - z jednej strony to jest śmiertelnie poważne wydarzenie, ale z drugiej śmiać mi się chce. To nie brzmi jak rzeczywisty scenariusz szykowany w ministerialnych gabinetach, a raczej jak samowolka średniego managementu, który chciał się wykazać i to jest moja robocza teoria, której się trzymam. Ktoś wpadł na pomysł, nikt nie powiedział “Chyba zwariowałeś”, wydarzenia nabrały rozpędu i Węgry, ze swoją karłowatą armią i międzynarodową pozycją tego dziwnego dzieciaka, któremu śmierdzi z ust, postanowiły gotować się do ataku na Ukrainę. 

Jednak podobne pomysły, nawet jeśli jedynie będące samowolkami idiotów w mundurach (ale nie uprzedzajmy faktów), nie powstają w próżni, a w odpowiednio kultywowanym, nawożonym środowisku, dusznym, nie wietrzonym, regularnie podgrzewanym rosyjską propagandą.



8.
Idioci w mundurach, czyli bodziec, który pchnął mnie do napisania tych wszystkich słów. Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w gminie Dubicze Cerkiewne, gdzie głosowali żołnierze Wojskowego Zgrupowania Zadaniowego Podlasie. Jedynej gminie w Polsce, gdzie wygrał Mentzen, i to uzyskując prawie 33% głosów. Oraz wyniki komisji zorganizowanej dla Polskiego Kontyngentu Wojskowego KFOR w Kosowie, gdzie Mentzen wygrał z wynikiem ponad 50%. 

Wojsko jest na prawo od i tak prawoskrętnego społeczeństwa, żadna nowość, ale jak widać ten skręt w prawo nabiera coraz intensywniej antyukraińskiego koloru. Antypaństwowego, wrogiego demokracji i wartościom, które rzekomo mamy bronić przed tymi syberyskimi hordami. 

Nie wiem, jak wy, ale ja nie czuję się z takimi wojakami specjalnie bezpiecznie jako obywatel Unii, nie Wielkiej Lechii od morza do morza.

9.
Idea rewizji granicy polsko-ukraińskiej jest dziś w polskiej debacie publicznej na zupełnym marginesie, nawet w tej szalonej kampanii 2025 roku nie została podniesiona, również przez Brauna, który od dawna okazjonalnie sygnalizuje zainteresowanie tematem, przykładowo cytując wypowiedź któregoś ze swoich miłośników nawołujących do odebrania Lwowa  i opatrując krótkim “Ciekawa koncepcja”. Jednak moja krótka przygoda z uniwersum pana Grzegorza każe mi twierdzić, że nie jest to pomysł popularny. Powodów jest kilka, głównie chodzi o potencjalne problemy z utrzymaniem nowych terenów, choć podstawowa obiekcja jest niestety emocjonalna, sprowadzająca się do “Zwariowałeś pan”, co świadczy o niespecjalnie ugruntowanym, łatwym do przełamania, sprzeciwie.

Nie muszę chyba mówić, że to tylko moje wrażenia, prawda? Chętnie bym przeczytał jakąś dobrą analizę tego tematu, ale obawiam się, że nawet jeśli takowa istnieje, to jest już przeterminowana, bo żadne badanie nie może nadążyć za tempem zmian w poglądach skrajnie prawicowych wyborców. Spójność nie jest w ogóle istotną cechą, a nawet wydaje się przeszkadzać, bo nadmierne próby klejenia sprzecznych stanowisk mogą uruchomić krytyczne myślenie i łatwiej jest rzucać kolejne pomysły, byle opatrzone znanymi etykietami. Jeśli coś będzie ometkowane jako Ukropolin, judeorealistyczny elektorat Brauna nie będzie wnikać, ani nadmiernie analizować. Ukraińscy Żydzi ukradli nam Lwów i to wystarczy. 

10.
Co więc się stanie, jeśli Rosja nas nie zaatakuje? Z sąsiadami coraz bardziej Ukrainie wrogimi, ze skrajnie prawicowym rządem, z przeżartą antydemokratycznymi ideami armią wyposażoną w zabawki za setki miliardów? Z faszystami w Białym Domu? Z zatruwającymi dusze środkowych Europejczyków wizjami Wielkich Polski, Węgier, Rumunii, Słowacji, a może zaraz Czech. Z samą wreszcie Rosją militarnie wyczerpaną i niezdolną do rzeczywistego zagrożenia polskiej suwerenności? 

Może jednak wojna wybuchnie, ale walczyć w niej będą zupełnie inne sojusze, niż dzisiaj zakładamy. 

PS.
Kiedyś w rozmowie pod postem o kolejnym kontrakcie na zakup uzbrojenia z USA napisałem (oczywiście trochę prowokacyjnie, ale całkowicie szczerze), że wprowadzenie równości małżeńskiej lepiej by zabezpieczyło Polskę w strukturach europejskich i zwiększyło chęć pomocy nam w razie W, niż kolejne pięćdziesiąt HIMARSów. Reakcją był chóralny śmiech komentujących. Cóż, ja zdania nie zmieniłem, a ostatnie wydarzenia tylko mnie w nim utwierdzają.